
Szymon Bula
Lat 29, płetwonurek, ratownik, instruktor
tenisa ziemnego oraz narciarstwa.
Sport jest bardzo ważną częścią mojego życia. Nauczył mnie od najmłodszych lat wytrwałości, systematyczności, waleczności oraz co może wydawać się dość dziwne… przegrywać i wyciągać wnioski z tych niepowodzeń. Od początku był to tenis ziemny, potem doszły narty, ale pasje związana ze sportem, o których chciałbym dziś napisać kilka słów to nurkowanie i ratownictwo wodne.
Zaczynając od początku…. Jako 16 letni chłopak odwiedzający w wakacje kąpielisko marzyło mi się, jak chyba każdemu młodemu człowiekowi, aby założyć pomarańczową koszulkę z napisem ratownik. I tak też się stało. Zdałem na stopień młodszego ratownika (determinacja moja była tak duża, że część zaliczeń końcowych zdawałem z nogą w gipsie – egzaminator zdziwił się bardzo gdy mimo tego bagażu nie zawaliłem żadnej „czasówki”). Kolejnym etapem ratowniczym był stopień ratownika wodnego. Aby można było przystąpić do kolejnego kursu wymagany był dodatkowy patent. I tu zaczyna się moja historia z największą przygodą mojego życia jaką jest nurkowanie.
Pierwszy kurs na stopień podstawowy zaliczyłem na Mazurach ponad 10 lat
temu. Potem kolejne kursy: deep - tzw. nurkowanie głębokie, nurkowanie wrakowe,
nitrox, nurkowanie podlodowe, w suchych skafandrach itp. Wyjazdy - piękne
miejsca w kraju i za granicą, oczywiście mój ulubiony Bałtyk wraz ze swoimi
wrakami oraz ciekawi ludzie kręcący się wokół tego sportu. Coś
fantastycznego!!! Co mnie najbardziej w nurkowaniu intrygowało to ta wspaniała
cisza na dole i te niesamowite zaufanie do swojego partnera. Bo nurkowanie
rekreacyjne to przede wszystkim odpowiedzialność za osobę z którą zanurzasz się
w niebieską otchłań. Czym więcej nurkowań, tym większe doświadczenie, bo
każde nurkowanie jest inne, no i też sytuacje i te miłe, i również trudne i nieprzyjemne.
Po ponad 300 nurkowaniach na różnych akwenach w tym blisko 100 na Bałtyku, gdy
pierwszy raz musiałem udzielić pomocy innemu nurkowi „wywożąc” go z


Wraz z moim wspaniałym nauczycielem i przyjacielem instruktorem Jarkiem Zwierzyną rozpoczęliśmy działania od podstaw. Szkolenie siebie i innych, ćwiczenia, tworzenie standardów ratownictwa nurkowego, szukanie innych tego typu pasjonatów w Polsce oraz co chyba najważniejsze, zapalanie do naszej idei coraz to więcej „fanów” zimnych, ciemnych, często brudnych akwenów. Była to zupełnie inna jakość nurkowania. Już nie marzyłem, by pobić swój kolejny rekord głębokości, tylko pracowałem nad tym jak w danych warunkach uratować drugą osobę. Ktoś by powiedział: po co? I proszę mi wierzyć na pierwszy rzut oka miałby rację. Dziesiątki, a może nawet setki (nie przesadzam) godzin spędzone w wodzie, a i tak najczęściej nurek ratownik schodzi na dół po zwłoki. Ale właśnie po wyciągnięciu z wody pierwszego topielca dostajesz odpowiedniego „kopa” do robienia wszystkiego, by tych sytuacji unikać, by niejako ubiec los i przeciwdziałać pewnym zdarzeniom, by uświadamiać innych, aby tego typu zdarzeń było jak najmniej. Kolejne treningi, akcje na wodach śródlądowych i wreszcie 3 lata temu pierwsza grupa ratowników z Katowic, z „naszej” sekcji ląduje na kąpieliskach Helu. Do dziś grupa ta jest jedną z najliczniejszych grup ratowniczych na Bałtyk, zaś jej członkowie uważani są za jednych z najskuteczniejszych. Bilans trzech lat to 58 uratowanych w bezpośrednim zagrożeniu życia w wodzie. Nie ma piękniejszej chwili w życiu ratownika, jak świadomość uratowania drugiego człowieka. I tu odpowiedź na zadane wcześniej pytanie: dla tej chwili WARTO.

Nagle pozornie błahe i banalne ćwiczenia na
Podam dwa przykłady:
Sierpień 2007 - uczestniczyłem w zeszłym roku w akcji ratowniczej po
ataku „Białego Szkwału” na Mazurach. Wraz z Jarkiem mieliśmy zadanie penetracji
dużego jachtu żaglowego, który zatonął prawdopodobnie z dwoma uczestnikami rejsu.
Po dokładnej penetracji wnętrza znaleźliśmy dwa kapoki na pokładzie, które
chwilę przed nieszczęściem służyły jako poduszka do opierania się o liny
jachtu. Panowie Ci nie umieli pływać. Druga grupa nurków odnalazła tych dwóch
nieszczęśników około 50 i

Lipiec 2006 - akcja ratownicza dzieje się między Chałupami, a
Jastarnią. Notabene prawie wszystkie tonięcia od kilkunastu lat na Bałtyku dzieją
się na plażach niestrzeżonych do

Zapraszam wszystkich do rozpoczęcia świadomego obcowania z wodą. Jest wiele szkół nurkowych – i dobrze. Kilka organizacji skupiających nurków. Zapytacie, która lepsza? Odpowiem, nie wiem. Sam mam uprawnia w trzech organizacjach, z każdej czerpiąc to co uważam za najbardziej wartościowe. Ale do czego zachęcam najbardziej to do… podstawowego kursu pierwszej pomocy, a może nawet kursu młodszego ratownika WOPR. Nic nie stracisz. Wykwalifikowani instruktorzy nauczą cię lepiej pływać, poznasz rzeczy, które może kiedyś uratują życie Tobie lub bliskiej osobie, nawet gdybyś nie zaliczył końcowego egzaminu. Wiem: kurs trawa i kosztuje. W Katowickim WOPR-ze spotykamy się w soboty o 7.00 rano na basenie. Oj ciężko. Ale może i Ty kiedyś powiesz po udanej akcji w najmniej oczekiwanym momencie…. WARTO BYŁO.

wczytuję stronę..